S/s JAROSŁAW DĄBROWSKI (3196 BRT, 1308 NRT, 3040 DWT), drobnicowiec Polskich Linii Oceanicznych, w latach 1951-1976 regularnie pływał na linii Gdynia - Londyn/Hull. Gdy sprze- dawano go na złom w roku 1976, był wówczas w PLO najstarszym czynnym statkiem napędza- nym tłokową maszyną parową. W ciągu swojej wielotniej służby parowiec wplątywał się w różne afery, m.in. przewoził radzieckich szpiegów i obywateli Zachodu pragnących znaleźć azyl poli- tyczny w krajach bloku wschodniego. Przydarzyła mu się także nieprzyjemna historia, w efekcie której armator musiał zapłacić karę, a kilku marynarzy straciło zaokrętowanie.
-----Po II wojnie światowej władze Londynu wprowadziły restrykcyjne przepisy, mające na celu ochronę środowiska miasta. Tyczyły one także żeglugi na Tamizie i niezanieczyszczania jej wód. Wprowadzony nakaz zobowiązywał statki parowe, aby już w odległości jednej mili od Londynu ograniczały znacznie prędkość i przechodziły na tzw. bezdymne spalanie. Przepis ten dobrze był znany na wszystkich polskich jednostkach zawijających londyńskiego portu, tym bardziej załodze JAROSŁAWA DĄBROWSKIEGO, który od stycznia 1951 r. obsługiwał linię londyńską. A tymczasem któregoś pięknego dnia parowiec nasz beztrosko, z maksymalną prędkością pruł wody Tamizy, waląc w powietrze ogromne kłęby czarnego dymu. Ta kawaleryjska jazda spot- kała się z brytyjskim protestem i nałożeniem na PLO kary finansowej.
-----Polski armator przeprowadził własne dochodzenie, znalazł winnych i wymierzył karę. Za wi- nowajców uznano ... trzech palaczy i dwóch mechaników. Całą piątkę marynarzy przeniesiono na inną linię żeglugowę, z pewnością mniej atrakcyjną niż linia londyńska.
-----Swoją drogą ciekawe kto i w jakim stanie na tym statku wydał komendę "Cała naprzód", nakazu-jącą, aby maszyny na Tamizie miały pracować z maksymalną mocą? Przecież palacze sami nie wpadli na taki zaskakujący pomysł! Zapewne odpowiedź można znaleźć w archiwach PLO, ale kogo to dziś obchodzi?
|